wtorek, 25 kwietnia 2017

~Kbk Prolog~

             "To co chcemy zapomnieć,
                   To co chcemy wymazać,
             Zostanie w nas po wieki"




     Sala osądu błyszczała złocistym blaskiem tak, jakby nowa nadzieja witała swą promienną aurą podziemny świat. Kremowe palce ludzkiej dłoni  zaciskały się na drewnianej rączce ostrza gotowe do samolubnej walki o przetrwanie i osąd za wszelakie czyny jakie zdołała popełnić ta istota, za całą przelaną krew. W wirze walki która nie miała  końca niczym nieśmiertelna i nieskończenie trwająca sztuka taneczna. Na nowo...I na nowo... Z nieodłączną śmiercią i odrodzeniem w pełni swych sił niczym fenkis w popiele.... Śmierć, reset... Śmierć, reset....

Na przeciwko dziecka w pasiastej bluzce  stał że swym cyniczny wręcz  uśmiechem on. On tak perfidnie uśmiecha się w jej kierunku, lecz jego oczy zdradzają wszystko, one  pusto wpatrują się w jej personę tak jakby uczyły się na pamięć każdego milimetra jej ciała. Szukały słabych punktów i miejsc w które mogł zaatakować swymi blasterami. 

Sans.....

Napięła wszystkie możliwe mięśnie ciała, głównie swych nóg i rzuciła się w jego kierunku biegnąc coraz szybciej, i szybciej. Ostrze cięło powietrze z głuchym świstem, a ona odskakiwała przed promieniowaniem jego blasterów... Lecz nie zawsze jej się to udało.


Śmierć

Powrót

Śmierć

Powrót....

Rutyną to dla niej już się stało, nieuchronnym przeznaczeniem  i dla opętanego przez żądzę maniakalnego dziecka żądnego  krwi potworów ciała. Frisk nie panowała nad ciałem nie była zdolna przejąć kontroli nad wirującym w śmiercionośny walcu ciałem, trwała uwięziona i zmuszona patrzeć na rzeź jaką wyprodukowały jej dłonie. Jak ostatnie okruchy jej ludzkiej niewinności i nadzieję legną w gruzach na szklanej posadzcce, a krucha dziecięca psychika rozpada się na szklane odłamki u stóp. 

Nie mogła wrócić do początku....

W końcu z końcówką swej życiodajnej  energii która oplatała jej duszę przecięła pierś Sansa.....

Krew... Nie krew... kethup... nie kethup... a moze jednakkrew? Nie... Nie... Nie mogła upaść i płakać, nie była sobą. Krzyczała we wnętrzu, łkała i wykonała na okrucieństwa ówczesnego świata,  a na zewnątrz się śmiała, cieszyła ją jego śmierć... Nie, nie ją.

Charę....

Po chwili nóż skierował się w innym kierunku,zupełnie przeciwnym do wcześniejszego docelowego. 

W jej stronę.

Dopiero gdy metalowe ostrze przeszło jej pierś na wylot, Frisk obudziła się w swoim łóżku krzycząc i młocąc rękoma,nogoma powietrze jak i one było winne temu koszmarowi. Po chwili skuliła nogi ku sobie bujając się w przód i w tył niczym w amoku choroby sierocej , pocichu wyszeptyjąc tylko  jedną, niezmienną  frazę....


 "To tylko sen..."


****


Mamy już prolog ^^ mam nadzieję że się podoba :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz